Jedziesz na długo wyczekiwane przyjęcie, na które dotrzesz nie najlepiej prezentującym się autem. Jest Ci wstyd. Będziesz tam z żoną, która jest postrzegana jako niezbyt urodziwa. Będzie Ci wstyd. Nie najlepiej Ci idzie w interesach albo urósł Ci niedający się nie zauważyć brzuch. Jest Ci wstyd.
Zastanówmy się więc, czym jest poczucie wstydu. Mamy przy tym na uwadze tylko jeden cel: ustalić, jak optymalnie zarządzać postępowaniem w obliczu poczucia wstydu.
A więc odtwarzając, co czujemy wtedy, kiedy jest nam wstyd, to zmuszeni jesteśmy przyznać, że jest to po prostu uczucie nieprzyjemności spowodowane negatywnym postrzeganiem nas przez otoczenie.
Wyewoluowaliśmy tak, że mózg dostarcza nam dopaminy, kiedy jesteśmy podziwiani, oraz wymusza jej niedostatek, kiedy jesteśmy pogardzani. Takie uwarunkowanie ewolucyjne premiuje zachowania takie, których skutkiem jest podziw otoczenia, oraz karze takie, które wzbudzają pogardę.
„Wstyd” to uczucie tego drugiego lub przewidywanie go w najbliższej przyszłości.
Pomińmy sytuacje, w których pchałeś się tam, gdzie nie jesteś mile widziany. Skupmy się na sytuacjach typowych, kiedy rodzi się wstyd. To są sytuacje, kiedy zostałeś gdzieś zaproszony i przy tej okazji się wstydzisz.
Zauważ, że skoro ktoś wykazał inicjatywę taką, żebyś się znalazł w określonym miejscu, to oznacza tylko tyle, że:
a) wie, jaki jesteś, i takiego właśnie ciebie oczekuje;
b) ma o tobie błędne wyobrażenie i oczekuje ciebie takiego, jakim nie jesteś.
w każdym z obu przypadków zasadnym z twojej strony jest pokazać siebie z prawdziwej strony, jakakolwiek by ona nie była.
ad a) bo takiego właśnie ciebie oczekują
ad b) bo dzięki temu, że pokażesz, jak jest, zapraszający cię odbierze solidną lekcję tego, jak źle cię wcześniej ocenił.
W każdym z dwóch przypadków wyświadczysz temu, który zainicjował twój udział w jakimś wydarzeniu, przysługę. Wycofywanie się z tej przysługi z uwagi na ryzyko nieprzyjemności związanej z odbiorem twojej osoby to nic innego jak nieumiejętność poświęcenia natychmiastowej przyjemności (komfortu, że nie będzie ci wstyd) ponad długofalową korzyść (jak wyżej wymienione a i b).
Jeżeli więc coś, czego się wstydzimy, nie jest naszym wproszeniem się, to wstyd nigdy nie powinien determinować naszego postępowania.
Istnieje dobre doświadczalne potwierdzenie tego, że brak wycofywania się z działań pod wpływem wstydu jest podświadomie postrzegany jako imponujący. Tym potwierdzeniem jest muzyka, której słuchamy. Przypomnijmy: „Najistotniejszym z punktu widzenia powodzenia utworu na rynku muzycznym jest skuteczne wymuszenie kategorii sytuacji, w jakiej słuchacz umiejscawia siebie fantazjując podczas odsłuchiwania melodii”.
W szczególności spójrz na muzykę taneczną, która się spopularyzowała mimo wyszydzania przez mainstream.
Zespół “MIG” z bezkompromisowymi scenografiami oraz ubrani już w trakcie kręcenia teledysku w dawno niemodne ubrania:
Zenek Martyniuk odgrywający zupełnie w starodawnym stylu flirt:
Oczywiście oba wyżej zaśpiewane każde charakterystycznym głosem, dodatkowo wzmacniając identyfikację TEGO utworu z pożądanymi cechami. W tym wypadku: z brakiem wstydu.
Całkowicie bezwstydny Sandu Ciorba:
Czy też czarna muza w USA. Kto, posiadając tak charakterystyczny głos jak Kevin Lyttle, odważyłby się zostać piosenkarzem:
To, czym różni się ona na tle innych, to przede wszystkim fakt, że wykonawcy zdają się nie mieć wstydu. To, co ugruntowane jest jako zacofanie i małomiasteczkowość, oni bez żadnej krępacji eksponują. A mainstream, wytykając to zacofanie, tym bardziej ten brak wstydu nagłaśnia.
A to nam się podoba. Tj. podświadomie imponuje nam taka postawa. To z nią kojarzy nam się prezentowana przez wykonawców ta muzyka i przez to odczuwamy przyjemność, słuchając jej – utożsamiając się z tymi, którym brak wstydu.